Prawie dwa lata temu Ala i Ola biegały przed moim obiektywem w centrum Krakowa. Przeurocze zdjęcia z tej letniej, mimo, iż październikowej sesji możecie przypomnieć sobie klikając tutaj -> klik. W zeszłym roku dziewczynki uczestniczyły w moim lawendowym maratonie;) Niechcący skłamałam zamieszczając tutaj wpis z Weroniką z dnia 1 czerwca, że była to ostatnia zeszłoroczna publikacja….to dziś zamykam rok 2015, sesją Ali i Oli, która ma być jednocześnie zwiastunem tegorocznych lawendowych plenerów:) Lawenda potrzebuje jeszcze kilku dni, aby w pełni nas zachwycić i….niebawem zaczynamy:) Powoli i nieśmiało wracam do Was, mam nadzieję, że będzie to powrót na długo…kilka sesji wykonałam już w tym sezonie na „rozgrzewkę”;) Ale, ale…miało być o „moich” dwóch słodkich Łobuziarach! Każde spotkanie z nimi głęboko zapada mi w pamięć, kradną moje serducho ilekroć je widzę i słyszę:) Sesja w lawendzie była totalnym szaleństwem, jestem pewna, że słyszała nas cała gmina;) Śmiechów, gwarów i bieganiny nie było końca! Tutaj serdeczne podziękowania należą się Rodzicom – Beatko, Arturze, baaaardzo Wam dziękuję za pomoc w opanowaniu dwóch rozkosznych temperamencików! I mam nadzieję, do zobaczenia wkrótce!:) Ps: za cudne kremowe kompleciki retro, dziękuję mojej zdolnej Mamie -> Turkusowe Szydełko.




Dziś bardzo sentymentalnie, gdyż to ostatnia sesja z ubiegłego roku, sesja szczególna….Rok 2015 był dla mnie mało łaskawy, jeszcze mocniej nauczył pokory, przewartościował wiele spraw….Był dzięki temu kolejną ważną lekcją życia, pokazał mi co warto, a czego nie….dziś jeszcze wyraźniej wiem co dla mnie ważne, a czego nie chcę. Przetrwałam i wraz z wiosną wzięłam głęboki oddech, spojrzałam daleko do przodu i poczułam, że czeka mnie tam coś dobrego. To wszystko tylko w małej części zawdzięczam sobie….jest kilka osób, które były i są ze mną niezależnie od sytuacji życiowej, z jaką przychodzi mi się czasem zmierzyć. Wkrótce pojawi się tutaj każda z nich, a dziś napiszę kilka słów o….”Siostrze”, wiecie…takiej „przyszywanej”, bo za sprawą pewnej historii, tak nazywamy siebie nawzajem z moją Przyjaciółką. Tak więc od jakiegoś czasu Siostry mam dwie;) Post z sesją lawendową z moją ukochaną rodzoną Siostrą, możecie przypomnieć sobie klikając tutaj -> klik. Wracając do Siostry, o której mowa w tym poście…jest zawsze ze mną i dzięki Niej nieustannie odkrywam znaczenie słowa PRZYJAŹŃ. Siostra….żeby nie przedłużać….dziękuję Ci za wspólnie prześmiane i przepłakane godziny, za to, że dzięki Tobie nabieram dystansu do trudnych spraw, za wspólne wino, dyskusje na tematy kulinarne, o których nie mamy pojęcia;) Za ból brzucha podczas naszych „głupawek”, za zrozumienie i akceptację każdej mojej decyzji, z których niekoniecznie wszystkie są mądre i logiczne… Byłaś, jesteś i moim jedynym życzeniem jest „bądź”. Nie wiem w jaki inny sposób mogłabym Ci podziękować….dla mnie ważne jest, abyś zajęła na tym blogu swoje miejsce, bo jest on częścią mojego emocjonalnego świata. Za chwilkę zobaczysz swoją najukochańszą Istotę, widzianą moimi oczyma – i wiem, że będzie to dla Ciebie piękny prezent:) Nie pierwszy, bo obie pamiętamy chwile wzruszenia, kiedy pojawiła się sesja Weroniki w lawendzie – dla przypomnienia można kliknąć tutaj -> klik. Chciałam, aby zdjęcia były również prezentem dla Weroniki z okazji Dnia Dziecka, stąd publikacja właśnie dziś, a za chwil kilka zamknięte w pamiątkowym pudełeczku powędrują w odpowiednie ręce:) Na koniec dziękuję Tobie i Krzyśkowi – byliście najlepszymi asystentami fotografa, wysiadującymi beztrosko na drzewku, kiedy fotograf bezskutecznie szukał gałązki nadającej się do zawieszenia huśtawki;))))) Zostało wybaczone, gdyż okazałaś się najlepszą „blendotrzymaczką”!;) To był cenny wspólny czas w przepięknym miejscu, wszyscy mieliśmy nieziemsko dobry humor i zafundowaliśmy sobie duuuużą dawkę śmiechu! Z ogromną przyjemnością wracam myślami…
Wszystkim nam – bo wszyscy jesteśmy dziećmi – życia w zachwycie życzę!:) A Tobie Weroniczko…rośnij nadal taka śliczna i wrażliwa i miej dla cioci Beatki dużo cierpliwości podczas kolejnych sesji;)
Ps 1: to dla mnie kolejny szczególny wpis, będę szczęśliwa, jeśli pozostawicie po sobie słów kilka….
Ps 2: za różową rusałkową sukienusię dziękuję mojej Mamie! Zainteresowanych zapraszam tutaj -> Turkusowe Szydełko.




Przed dwoma laty napawałam się jesiennymi kadrami z udziałem rocznego Tymka…koniecznie przypomnijcie sobie, o której sesji wspominam -> klik. Dziś zobaczycie jak Tymek zmienił się w ciągu dwóch lat, jak cudowna relacja łączy Go z kuzynem Oliwierem, będzie też – najpiękniejsza w moim odczuciu – chwila z Tatą, jaką udało mi się kiedykolwiek uchwycić, a już kadry z piękną Mamą powodują, że…brak mi słów…Tak Monia, dziękuję za ten sierpniowy wyjazd, za poddany mi pomysł z miejscówką – wiesz, że mnie długo namawiać nie trzeba;) Za wspólne chwile pełne wzruszeń, Wasze zaufanie i dobry humor:) Ciepłe pozdrowienia dla Was wszystkich oraz Rodziców Oliwiera:)




Dwa lata temu miałam ogromną przyjemność sfotografować Leę jako kilkumiesięcznego bobasa:) Zdjęcia z Jej sesji niemowlęcej możecie zobaczyć tutaj – osobiście uwielbiam -> klik. W zeszłym roku w czasie wakacyjnym wybrałyśmy się z moją słodką Modelką i Jej Mamą do centrum Krakowa, aby upamiętnić urocze chwile z okresu, kiedy była dwuletnią dziewczynką:) To był przemiły, radosny wspólny czas – Basiu dziękuję! Wysyłam ciepłe pozdrowienia w stronę Wiednia i…mam nadzieję…do zobaczenia!:)



Ubiegłego lata dziewczynki towarzyszyły mi sesyjnie dwa razy, a sesja w centrum Krakowa była już naszym szóstym spotkaniem:) Dla przypomnienia zdjęć z pleneru słonecznikowego zachęcam do kliknięcia tutaj. Z ogromnym sentymentem wspominam każdy nasz wspólny fotograficzny wypad:) A ten krakowski jest mi najbliższy, gdyż wiecie, że klimat miejski to jest to, co kocham najbardziej;) Zapraszam Was serdecznie, wyszło lekko, pastelowo i dzięki cudownym Modelkom – uroczo:) Patrycja – dziękuję po raz kolejny:)



©2010-2026 Beata Wywiał (Wojtczak). Kopiowanie zdjęć bez zgody autorki zabronione. Photoblog Design: WebLove.PL